
Chłodnik Magenta zachwyca nie tylko smakiem, ale także i kolorem (ah... ta magenta!). Zdradzam tutaj tajną recepturę mojej Babci Komarowej (nazywaną tak ze względu na to, iż Dziadek miał przepięknego komarka, na którym namiętnie jeździł) przekazywaną z pokolenia na pokolenie i przyznam, że nigdy więcej i nigdzie nie jadłam lepszego chłodnika (raz wstąpiłam na chłodnik do jednego z bydgoskich lokali i po zjedzeniu 3 łyżek odstąpiłam od dalszej konsumpcji). Przyznam się do małego tuningu: dodałam kefir zamiast śmietany, ale to wszystko także kwestia Waszego wyboru! Nie zgadzam się z tym, że wszystkie tradycje trzeba pielęgnować. Dla przykładu tradycja jedzenia mięsa w dzisiejszym świecie raczej prowadzi do zagłady i nie przynosi nic dobrego. Natomiast mam nadzieję, że akurat w tym chłodniku będą się smakować moje i Wasze przyszłe pokolenia.
PS. Aha... jeszcze jeden ważny argument na TAK DLA ZIMNEJ ZUPY: nie trzeba się stresować, że wystygnie przed podaniem! ;-)
SKŁADNIKI:
- 4 buraki wraz z liśćmi (4 zł)
- 1 duży ogórek (1,50 zł)
- kiść rzodkiewek (1,50 zł)
- pęczek koperku (1,50 zł)
- pęczek szczypiorku (1,50 zł)
- 1 litr kefiru (3 zł)
- łyżka octu (ja użyłam jabłkowego)
- łyżka cukru
- sól i pieprz
KOSZT CAŁKOWITY na 4 litry zupy: 13 zł
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Buraki obrać i pokroić w bardzo drobne paski lub zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Liście buraków umyć i drobno posiekać. Zagotować w 3 litrach wody przez około 20 minut aby buraki zmiękły. Poczekać aż ostygnie.
2. Dodać łyżkę octu.
3. Drobno posiekać ogórka, rzodkiewkę, koperek i szczypiorek i dodać do zupy.
4. Wymieszać z kefirem. (w zależności od konsystencji kefiru - ja użyłam Milko w kartonie - najlepiej osobno wymieszać uprzednio kefir z wywarem z buraków w proporcji 1 do 1 aby nie powstały grudki gdy wlejemy bezpośrednio do garnka)
5. Posolić i lekko popieprzyć i mocno schłodzić w lodówce. Podawać bardzo zimny! Smacznego! :-)
więcej informacji na:
Kolorem magenta również posługiwał się Mark Rothko - łotewski artysta, który wyemigrował do Ameryki i już do końca życia związany był z Nowym Jorkiem. Jego emocjonalne obrazy poruszają do dziś, a żeby tego doświadczyć osobiście wystarczy udać się na pierwszą w Polsce monograficzną wystawę Marka Rothki w Muzeum Narodowym w Warszawie, która trwać będzie do 1. września. Poniżej przedstawiam jedną z jego prac.