Na pomysł tego dania wpadłam zupełnie przypadkowo, gdy podczas obierania pieczonej papryki jej konsystencja skojarzyła mi się z konsystencją ryby. Szybko zasięgnęłam rady swojej Rodzicielki i postanowiłam zrobić potrawę, która najczęściej królowała na rodzinnym stole za małolata, czyli śledzie w oleju. Za rybny posmak oczywiście posłużyły mi wodorosty, a papryka, jak się okazuje, bardzo dobrze potrafi odwzorować strukturę śledzia, takiego jak u Cioci na imieninach.
Zainspirowało mnie to do stworzenia cyklu "Polskie Smaki", gdzie umieszczać zamierzam tradycyjne polskie dania w nieco innym, ciekawszym wydaniu... (dania na wydaniu)
2. Cebulę kroimy w piórka i wrzucamy do osobnej miski. Zasypujemy ją solą i cukrem i czekamy około 15-20 minut aż zmięknie i puści soki.
3. Ostygniętą paprykę obieramy ze skórki i kroimy w grubsze kawałki.
4. Arkusz nori rwiemy na mniejsze kawałki i wrzucamy do młynka (taki jak do kawy). Mielimy na drobny pyłek. Jeżeli nie posiadamy młynka możemy wrzucić nori np. do szklanki, zalać olejem i zblendować.
5. Sproszkowane nori zalewamy odrobiną oleju i sosu sojowego.
6. Na półmisku układamy piętrowo paprykę i cebulę i tak na przemian.
7. Zalewamy całość miksturą nori i dolewamy oleju tak aby był na równi z papryką i cebulą.
8. Wstawiamy do lodówki na noc. Rano możemy już konsumować :-)
Któż z nas nie pamięta z dzieciństwa wieczorów z wielką pszenną bułą z masłem i konserwą? Prosty sposób, jak zaspokoić głód pod nieobecność matki-rodzicielki. Podobno recepturę najsłynniejszego Paprykarza w Polsce wymyślili w laboratoriach, jak sama nazwa wskazuje - szczecińskich. Była to próba racjonalnego gospodarowania odpadami rybnymi. Pomysł się przyjął, a nawet rozprzestrzenił się poza nasz kontynent. Dziś sławetna puszka z rybą i pomidorami nie robi już takiego wrażenia na półkach, dlatego polecam wykonać jej zdrowszą wersję z kaszą jaglaną samemu w domu.
SKŁADNIKI NA DUŻĄ MISKĘ PAPRYKARZA:
tofu wędzone 180 g (4,5 zł)
1/4 szklanki kaszy jaglanej (0,5 zł)
1 arkusz wodorostów nori - te od sushi (1,5 zł)
(opcjonalnie) 2 łyżeczki glonów Wakame (1 zł)
1 opakowanie sosu pomidorowego z kartonika 500g (3,5 zł)
1 marchewka (0,4 zł)
1 duża cebula (0,4 zł)
3 ząbki czosnku (0,8 zł)
4 łyżki keczupu
olej do smażenia
przyprawy: sól, pieprz, papryka ostra (2 łyżeczki), papryka słodka (4 łyżeczki), trzy listki laurowe, 2 kuleczki ziela angielskiego
łyżeczka cukru
KOSZT: niecałe 13 złotych
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Drobno posiekaną cebulę szklimy na oleju z dodatkiem łyżeczki cukru.
2. Dodajemy posiekany czosnek. Podsmażamy.
3. Dorzucamy marchewkę startą na drobnych lub grubszych oczkach.
4. Zalewamy sosem pomidorowym i dusimy aż marchewka zmięknie około 15 minut. Przyprawiamy.
5. Dorzucamy drobno pocięte wodorosty oraz glony Wakame. Dalej dusimy aż nasiąkną pomidorami.
6. W międzyczasie gotujemy kaszę jaglaną (wcześniej płuczemy w zimnej wodzie w sitku i zlewamy wrzątkiem aby uniknąć gorzkiego smaku).
7. Dorzucamy ugotowaną kaszę jaglaną do masy pomidorowej.
8. Wyłączamy ogień i dodajmy wędzonego tofu i ugniatamy widelcem aby się rozkruszyło.
9. Dodajmy keczupu. Gdyby okazało się, że masa jest zbyt zbita dolewamy trochę oleju. Wyciągamy ziele angielskie oraz liście laurowe. Studzimy, wstawiamy do lodówki.
W słoiku w lodówce możemy przechowywać nawet do tygodnia. Smacznego!
Dziś bez dłuższego gadania i zbędnego komentarza. Bez owijania w bawełnę, tylko w bułkę tartą. Trochę oddechu muszę zaczerpnąć oraz dać Wam, moi Drodzy, po aktywnym długim weekendzie. Prosto i smacznie!
SKŁADNIKI NA 7 KOTLECIKÓW:
300g szpinaku -świeży bądź mrożony (2 zł)
1 kostka tofu naturalnego 180g (5 zł)
2 łyżki mąki kukurydzianej
2 łyżki bułki tartej oraz bułka tarta do panierowania
1 jajko ze wsi (0,70 zł)
1/2 cebuli (0,10 zł)
3 ząbki czosnku (0,70 zł)
kilka kropel soku z cytryny
przyprawy: sól i pieprz
KOSZT JEDNEGO KOTLECIKA: ponad 1 zł
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Cebulę kroimy bardzo drobno i podsmażamy na patelni razem z utartym czosnkiem.
2. Na patelnię dorzucamy szpinak i czekamy aż woda wyparuje. W przypadku świeżego szpinaku należy go wcześniej opłukać wodą i dusić na patelni pod przykryciem aż zwiędnie. Masę wrzucamy do miski.
3. Tofu rozgniatamy widelcem lub rozdrabniamy za pomocą rąk i także dodajemy do szpinaku.
4. Dosypujemy mąkę, bułkę tartą i wrzucamy jajko. Skrapiamy cytryną. Mieszamy i przyprawiamy.
5. Czekamy aż masa ostygnie i formujemy kotlety panierując w bułce tartej.
6. Smażymy na oleju lub oliwie.
Ogórek kiszony od mamy z piwnicy (ogórek z piwnicy, nie - mama!) sprawdzi się na talerzu niczym...no właśnie niczym co?
Tadzik nie próżnuje. Piosenka na dziś to Herman's Hermits - No milk today.
Pamiętajcie, jutro dzień bez zjadania się nawzajem!
Jedna z najpopularniejszych w rodzinie bobowatych - cieciorka ze swoimi wspaniałymi składnikami odżywczymi (fosfor, potas, cynk, żelazo, magnez i błonnik) wreszcie zawitała na bloga i to w formie kotleta! Już dawno zanosiłam się z tym zamiarem, a połączenie jej z nasionami słonecznika podpowiedziała mi słoneczna pogoda! Także słonecznik w wazonie, na talerzu i w Galerii (szczegóły poniżej).
Jako, że czasem nachodzą mnie różne skojarzenia, które łączą kulinaria nie tylko z muzyką (jak w przypadku Muzycznego Kącika Tadzika), postanowiłam utworzyć nową jakość na blogu. Mianowicie Kącik WizuaLizu, gdzie w bardzo luźnej formie spisywać będę wszelkiego rodzaju nawiązania do sztuk wizualnych bardzo szeroko pojętych.Potraktujmy to jako liźnięcie tego tematu :-)
Do dzieła! [dosłownie i w przenośni ;-) ]
SKŁADNIKI NA 4 DUŻE KOTLETY:
puszka cieciorki konserwowej lub z paczki (uprzednio trzeba namoczyć i ugotować) (3 zł)
1/2 puszki białej fasoli (1 zł)
100g słonecznika (2 zł)
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
2 łyżeczki tahini - pasty sezamowej (jeśli ktoś nie posiada, można pominąć)
2. Cebulę i czosnek drobno pokroić i podsmażyć na patelni do zeszklenia. Dorzucić do miski.
3. Słonecznik zmielić w młynku do kawy i także dorzucić do miski wraz z mąką ziemniaczaną, koncentratem i pastą sezamową.
4. Wbić jajeczko i przyprawić.
5. Odstawić aby masa się przegryzła. Zblenderować lub utrzeć widelcem.
6. Kotlety formować w rękach obtaczając w zmielonym siemieniu lnianym lub bułce tartej. Mocno uciskać.
7. Smażyć na rozgrzanym oleju i małym gazie. Kotlety pomimo, że w konsystencji są miękkie na patelni zrobi się skorupka, więc nie powinno być problemów z kolokwialnie rzecz ujmując, rozwalaniem się ich podczas smażenia.
Proponuję taki sposób podania: z sałatą lodową, pomidorem i czerwoną cebulą. Obowiązkowo skropione cytryną aby witamina C mogła nam pomóc w przyswajaniu cennych składników odżywczych!
Cieciotwora można również wykorzystać w formie Sałatoburgera! He! ;-)
Słonecznik jest też głównym obiektem prac bardzo znanego na całym świecie chińskiego Artysty Ai Weiweia znienawidzonego przez chińskie władze i wielokrotnie więzionego. W październiku 2010 roku w londyńskiej Hali Turbin ( 3400 m2) w Tate Modern rozpoczęła się jego wystawa Sunflower Seeds. Na podłodze wielkiej hali Artysta wysypał sto milionów ziaren słonecznika, które pokrywały na wysokość kilku centymetrów całą halę. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ziarenka te były ręcznie malowane przez 1600 mieszkańców miasta Jingdezhen (Chiny), gdzie wytwarza się porcelanę od tysiąca lat. Przygotowanie ziaren na wystawę trwało kilka lat. Niezwykła praca nie tylko w kontekście społecznym, ale także i politycznym.
oficjalna strona artysty: http://aiweiwei.com/
link do filmu w jaki sposób powstawała wystawa Sunflower Seeds
Pamiętajcie, jutro Dzień bez zjadania się nawzajem!
Cebula jaka jest, każdy widzi. I chociaż wolelibyśmy aby intensywność jej zapachu i smaku była wprost proporcjonalnie mniejsza do częstotliwości jej używania w potrawach, często gości na naszych stołach. Z cebulą kojarzy mi się jedna historia kiedy dwóch zaprzyjaźnionych Włochów z Sycylii postanowiło po raz pierwszy nas odwiedzić w Polsce. Gdy dowiedzieli się o tym ich rodziciele, którzy co prawda nigdy nie wizytowali naszego pięknego kraju, dostali poradę aby przed wylotem zaopatrzyć się w coś do jedzenia, gdyż według nich Polacy jedzą same ziemniaki i cebulę. Oczywiście po przyjeździe okazało się, że jest to niezbyt trafna opinia. Włosi zostali ugoszczeni "po polsku", czyli z suto zastawionym stołem nie tylko przetworami ziemniaczano-cebulowymi. Ale... historia ta niech stanie się dla nas również inspiracją. Pielęgnujmy międzynarodowe stereotypy!
Zupa jest bardzo prosta w przygotowaniu i nie wymagająca zbyt wielkiego wysiłku czasowego. Gotowana na winie, czyli jak to mówi moja droga Współlokatorka: "zupa na winie, wrzucamy co się nawinie".
szklanka białego wina stołowego (3 zł) najlepiej resztka, która została z poprzedniego wieczoru ;-)
kiść koperku włoskiego (1,30 zł)
4 duże ząbki czosnku (1 zł)
przyprawy: sól pieprz, lubczyk, kurkuma
olej
KOSZT CAŁEGO GARNKA (duże porcje dla 5 - 6-ciu osób): niecałe 12 złotych
Sposób przygotowania:
W garnku gotujemy około 3 litry wody razem z włoszczyzną, tak aby powstał wywar warzywny. Cebulę kroimy na plastry. Nie jest konieczne aby kroić ją bardzo drobno, gdyż później będziemy ją mielić. Smażymy cebulę na patelni aż do zeszklenia. Przed wrzuceniem jej do garnka z bulionem wyjmujemy marchewkę. Por, seler i pietruszka zostają. Całość usmażonej cebuli dodajemy do gotującego się bulionu warzywnego i zalewamy winem. Czosnek kroimy na plastry i również smażymy, po czym wrzucamy do garnka. Na koniec dodajemy kiść kopru i przyprawy. Gotujemy jeszcze przez kilkanaście minut. Następnie mielimy zupę blenderem i dodajemy śmietanę. Najlepsza na drugi dzień po "odstaniu".